Wołodyjowskiego 36A
Warszawa
(022) 857-42-54
Na pierwszy rzut oka wszystko jest piękne: podpisane szafki, duże sale, mało dzieci w grupach i bardzo miłe panie... Pani dyrektor - czuć manipulację w trakcie rozmowy ale tak delikatnie postępowała z dzieckiem, że aż uwierzyliśmy. Zostawiliśmy malucha na pierwszy dzień adaptacyjny. Wchodzę, widzę, że dziecko płakało. Pytam: był płacz? Nie! skąd! - pada odpowiedź. Zastanawia mnie zawsze to kłamstwo przedszkolne, ale nie przejmuję się. Opisuję charakter dziecka i trudności jakie mogą czekać panie wychowawczynie ze strony mojego smyka. Pani zapewnia, że na pewno będzie dobrze, jest przemiła i bardzo ciepła. Dziękuję i wychodzę.
Z dołu słyszę jak Panie nagle... zaczynają krzyczeć na jedzące obiad dzieci!!! A gdzie ta słodycz, która przed chwilą była???
Po drodze wstępujemy do toalety - następne w planie drzwi wyjściowe z budynku. Ku mojemu zaskoczeniu słyszę niezwykle oburzone, wręcz krzyczące głosy - pierwszy to głos wychowawczyni, z którą właśnie rozmawiałam: "Powiedziała, że jej pierwsze dziecko płakało pół godziny! I jeszcze (moja propozycja jak ułatwić smykowi wejście w świat przedszkola)!" - tak, to są cytaty ze mnie, to prawda. Po czym słyszę odpowiedź Pani dyrektor: "Z nią (chodzi o mnie) musisz twardo, krótko ją trzymaj! Mówiłam Ci jaka ona jest!" Ze zdumienia zapomniałam dziecku zmienić kapcie na buty. Jaka jestem, że opisuję jak funkcjonuje mój szkrab? I skąd ta dwulicowość w rozmowach: słodycz do mnie, krzyk do dzieci, jad do Pani dyrektor? Zagotowałam się i wyszłam. Nasza przygoda się skończyła.